Vancouver

panuję tutaj ogólny dobrobyt – tak to mogę określić w wielkim skrócie. Podobno miasto określane jest najlepszym miejscem do życia na świecie… hmmmm… moment, moment…. Roślinność bujniejsza, bogatsza. Miasto położone między zatoką a górami. Jest to największa aglomeracja miejska w zachodniej części Kanady i trzecia największa po Montrealu i Toronto. 30 minut samochodem w stronę Cypress Mountains i mamy 7 miesięcy w roku prawdziwą zimę, potem nad wodę i kąpiemy się w zatoce Oceanu Spokojnego po drodze zahaczając o któryś z wielu Parków Narodowych…  naturalne piękno – ja widziałem takie rzeczy póki co na filmach a tu jest to „standardem”.  Infrastruktura logicznie przemyślana, miasto skonstruowane z głównych ulic, z których trafimy wszędzie gdzie chcemy. Komunikacja publiczna: autobusy, trolejbusy, skytrain – dobrze usytuowane przystanki – wszystko świetnie oznaczone. Gastronomia przepotężna…
 …. czy jest najlepsze? ciężko mi to określić po tygodniu.. ale jest wiele czynników o tym świadczących.
Same miasto w jego centrum – w tym przypadku Downtown – przepiękne! Ogromne drapacze chmur ze szkła pokryte miedzią, ogromne budynki publiczne z beżowych cegieł, parki, uliczki, ruch na ulicy…. kawiarnie na każdym rogu, niestety oferujące kawy bardzo mocno palone (medium-dark, dark) w szczególności z przelewówek Fetco – wszędzie i pełno tego. Nie kupuje się tutaj na filiżanki tylko na kubki 8oz, 12oz, 20oz – wiadra z mlekiem, obowiązkowo słodzone – tragedia. Takiej ilości sieciówek (Waves Coffee, Blenz Coffee, Tim Hortons) a w szczególności Starbucks’ów nie widziałem nigdy w życiu. Sam Starbucks to 92 punkty w samym mieście Vancouver, w całej aglomeracji 270 punktów… katastrofa.
Generalnie jest tak jak wszędzie w Polsce z dwoma wyjątkami: pomnóżmy ilość pitej kawy na osobę i liczbę osób siedzących w kawiarniach – razy trzy. Z rozmów z baristami z dobrych punktów dowiedziałem się, że te miejsca, które sobie znalazłem przed wyjazdem poza paroma weryfikacjami (skreślając niektóre) były trafione. Wiedzieć trzeba jakich haseł używać przy szukaniu ale to jest banalne – każdy barista to wie.  Teraz spokojnie mogę powiedzieć, że trzeba wiedzieć co szukać a znajdziemy to na pewno. Poznałem tu przefajntastyczną ekipę z Prado, rozmawiałem z każdym pracownikiem Kawiarni w której byłem – mentalność, kultura, podejście do klienta, pasja – to jest wspaniałe – tutaj można żyć w jeszcze większej społeczności baristów niż mi się to wydawało na początku.
Każdy chłonie, pyta, widać zainteresowanie w oczach i chęć rozmowy. Nie brakuje tematów. Zabijają nas relacjami z drugim człowiekiem, zwykłą luźną rozmową. Idąc dziś w górach na szlaku prawie każdy mijający mnie rzucał uśmiechnięte „merry christmas”. to budzi respekt i pokorę 🙂
kawa kawa kawa.. non stop 🙂 a w tym mieście można pozwiedzać, nie koniecznie szukając tych świeżynek, kwasiorów, dripików, singielków czy super sprzętu. Mnóstwo kawiarni tutaj posiada Synesso, La Marzocco, Kees van der Westen’y, Nuova Simonelli czy Faemy wraz ze świetnymi młynkami, przelewówkami, alternatywnymi metodami czy tamperami a kawa jest źle zaparzana z za mocno wypalonych  nie wiadomo jakiego pochodzenia ziaren… mnóstwo fajnych rzeczy jak herbaty, czekolady, jedzenie – jest tu wszechobecny szał na wszystko co Organic, Bio.
Niektóre punkty są tak dobrze usytuowane, że nie zwracasz jednak uwagi na kawę jaką dostaniesz – jeśli ją zamówisz –  robisz to świadomie – siedząc, możesz oglądać widok na całą zatokę w pełnym słońcu widząc całe miasto…
jeszcze tydzień w Vancouver 🙂
 następna szybka podróż przez Londyn

sky is the limit.
Reklamy

Skomentuj

Wprowadź swoje dane lub kliknij jedną z tych ikon, aby się zalogować:

Logo WordPress.com

Komentujesz korzystając z konta WordPress.com. Log Out / Zmień )

Zdjęcie z Twittera

Komentujesz korzystając z konta Twitter. Log Out / Zmień )

Facebook photo

Komentujesz korzystając z konta Facebook. Log Out / Zmień )

Google+ photo

Komentujesz korzystając z konta Google+. Log Out / Zmień )

Connecting to %s